czwartek, 18 października 2012

Jesienna zaduma

Minęły już dwa lata od kiedy zniknąłeś z mojego życia i teraz mogę przyznać się sama przed sobą, że czuję się jak narkoman po odwyku. Na szczęście piekło takiego uzależnienia mnie ominęło, ale jestem zdania, że żadne uzależnienie nie jest dobre. Myślałam, że nigdy nie pozbęde się Ciebie ze swoich myśli. A jednak mi się udało i choć mimo wszystko czasem gościsz gdzieś w zakamarkach mojego umysłu to, to już nie sprawia mi bólu. Czuję, że powoli się od ciebie uniezależniam. Już nie jesteś niezbędny mi do życia jak kiedyś, już nie jesteś moim powietrzem. Kiedyś nim byłeś, kiedyś miałeś być ojcem dla moich dzieci.. naszych dzieci. Ale dziś, kiedy nie mam już na oczach klapek miłości, kiedy pozbawiłeś mnie wszelkich złudzeń, że kiedykolwiek prawdziwie kochałeś, czuję w płucach prawdziwe czyste powietrze. Może i w przeciwieństwie do Ciebie wciąż jestem sama, może ja nie umiem się w kimś tak szybko zakochać. Jestem z pewnością od Ciebie szczęśliwsza. W piersi znów zaczynam czuć, że mam serce.. gorące, bijące serce. Tak, cieszę się z tego powodu, jednak nie zmieniłam zdania co do dylematu, który przede mną postawiłeś... Wiesz, zastanawiam się jak to jest mówić komuś, że się go kocha i nigdy nie będzie się potrafiło być z kimkolwiek innym, a za chwilę się odwrócić i mieć w ramionach inną kobietę i mówić jej to samo. Cóż.. kiedy byłam dzieckiem myślałam, że nigdy nie zrozumiem dorosłych kobiet. Dziś już wiem, że nigdy nie zrozumiem mężczyzn od 13 roku życia, aż do ich śmierci. A mówi się, że to kobiety są skomplikowane...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz