Kilka dni później Prada przyniosła naczelnej dwa gotowe artykuły. Mirka była bardzo zadowolona twórczą płodnością swojej pracownicy aczkolwiek byłaby bardziej zadowolona gdyby zlecony materiał był choć w połowie tak dobry jak ten dodatkowy. Co prawda nie było na niego miejsca w tym numerze, ale Mirka zapowiedziała, że znajdzie się w kolejnym. Prada wiedziała, że będzie musiała jej o tym przypomnieć. Czekało na nią jeszcze napisanie kilku innych artykułów. W międzyczasie pracowała jako wolny strzelec dla kilku innych czasopism i to nie tylko "babskich" pisemek, w których nie ma tak na prawdę nic prócz sterty zdjęć opatrzonych płytkimi tekstami. Po wyjściu z redakcji poszła na cmentarz do rodziców. Dawno u nich nie była, musiała umyć pomnik, wstawić świeże kwiaty, zapalić znicze, wyrwać chwasty z niewielkiej rabatki bratków na płycie. A potem czekał na nią dom. W końcu mogła swoje mieszkanie nazwać domem, a nie tylko pustymi ścianami wśród których trzymała swoje rzeczy. Nareszcie ktoś tam na nią czekał, może nie mężczyzna, ale kot to też dobry kompan:).
Dzień był w miarę pogodny, jedynie od czasu do czasu na niebie pojawiła się jakaś chmurka, ale nie zwiastowała ona opadów deszczu. Cmentarz wydawał się opustoszały, choć dla Prady nigdy nie był pusty. Dla niej wszystkie nagrobki żyły swoim dziwnym niematerialnym jestestwem. Cmentarz tętnił życiem, choć to wydaje się dość makabryczna wizja. Grób rodziców Prady znajdował się na lewo od głównej alei wśród stosunkowo nowych nagrobków. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, poza tym, że jako jedyny był zadbany. Dziewczyna usiadła na drewnianej ławeczce na wprost grobu i zapaliła znicze. Po pracach porządkowych miała w końcu możliwość porozmawiania przez chwilę ze swoimi bliskimi. Tylko tutaj czuła, że są na prawdę przy niej. Tylko tutaj mogła z nimi szczerze porozmawiać, nawet jeśli jej nie odpowiadali. Po kilku godzinach w końcu wstała i ruszyła do domu. Do domu...
Dzień był w miarę pogodny, jedynie od czasu do czasu na niebie pojawiła się jakaś chmurka, ale nie zwiastowała ona opadów deszczu. Cmentarz wydawał się opustoszały, choć dla Prady nigdy nie był pusty. Dla niej wszystkie nagrobki żyły swoim dziwnym niematerialnym jestestwem. Cmentarz tętnił życiem, choć to wydaje się dość makabryczna wizja. Grób rodziców Prady znajdował się na lewo od głównej alei wśród stosunkowo nowych nagrobków. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, poza tym, że jako jedyny był zadbany. Dziewczyna usiadła na drewnianej ławeczce na wprost grobu i zapaliła znicze. Po pracach porządkowych miała w końcu możliwość porozmawiania przez chwilę ze swoimi bliskimi. Tylko tutaj czuła, że są na prawdę przy niej. Tylko tutaj mogła z nimi szczerze porozmawiać, nawet jeśli jej nie odpowiadali. Po kilku godzinach w końcu wstała i ruszyła do domu. Do domu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz