Następnego dnia Prada wstała w bardzo dobrym nastroju mimo, iż Branien obudziła ją już o piątej. Była ciekawa co dzieje się za oknem, gdzie robotnicy na pobliskiej budowie rozstawiali swoje sprzęty. Niedaleko mieszkania Prady powstawał nowy biurowiec i odkąd zamieszkała z nią Branien każdy dzień zaczynał się od tego samego: pobudka jak tylko przyjechali robotnicy, usunięcie z parapetu gazet i innych notatek, szybki prysznic, kawa z dużą ilością mleka i łyżeczką brązowego cukru, którą czasem popijała na spółkę z kotką i dopiero wtedy miała czas myśleć o zjedzeniu śniadania. Tego dnia Branien obudziła ją nieco bardziej zdecydowanie niż zwykle. Zazwyczaj mruczała jej do ucha albo lizała policzek szorstkim języczkiem. Niestety dzisiaj te zabiegi nie zdały absolutnie rezultatu, Branien zapewne nie zauważyła, że jej pani poszła spać znacznie później niż ona... Kiedy po kolejnej porcji mruczenie Prada nie wstała kotka przeszła swoimi małymi łapkami po jej głowie licząc, że może to ją obudzi. Ktoś musiał jej przecież odsłonić firankę i postawić chociaż na biurku żeby mogła sobie powyglądać na zewnątrz. Branien była za malutka, aby sama sobie poradziła. Zabieg poskutkował ku ogromnej uciesze kotki. Wtuliła swój maleńki pyszczek w policzek Prady i zaczęła dopominać się porannej porcji pieszczot.
-Dasz mi choć raz pospać chociaż do siódmej? - wymruczała dziewczyna -Chociaż raz...
Mrrrr.... cichutko odpowiedziało jej mruczenie do ucha
-No dobrze już wstaje - uśmiechnęła się do kotki i podrapała ją po główce. -Co my tu mamy dzisiaj?... No tak, panowie dziś wcześnie zaczęli swoją pracę, ale to zaskakujące jaki ty masz dobry słuch. Szkoda tylko, że nie słyszysz kiedy ja Cię wołam kiedy szukam mojej rozrabiary małej - uśmiechnęła się do niej i dalej sprzątała parapet.
Śniadanie zjadły jak zawsze pożywne: Prada owsiankę z owocami, a Branien miseczkę podgrzanego mleka i cielęcinkę w sosie; zazwyczaj dostawała suchą karmę, ale dziś jej pani postanowiła ją troszkę porozpieszczać. W końcu musiała jakoś udobruchać kotkę zanim wyjdzie na całe popołudnie by spędzić je z przyjaciółką. Po śniadaniu obie usiadły przy biurku. Branien z początku spokojnie siedziała na kolanach swojej pani, ale z czasem, gdy zaczęło przybywać hałasu za oknem dobiegającego z pobliskiej budowy zaczęła się niecierpliwie wiercić. Prada postawiła ją na biurku i dalej pisała artykuł. Temat na dziś: Jak radzić sobie po stracie faceta. Cóż, przecież sama chciała pracować w tym kobiecym piśmie C........... Prawdę powiedziawszy Prada od dawna nie wiedziała jak to jest w ogóle mieć faceta, a co dopiero radzić sobie po jego stracie, ale taki dostała temat i trzeba go było jakoś napisać. Około dwunastej zadzwoniła jej ciotka przypominając, że są dziś umówione na lunch z jej przyjaciółkami i nie chce słyszeć wykrętów ze strony dziewczyny, że jest bardzo zajęta albo co gorsza, że zapomniała. Mimo to dobry humor nie opuszczał dziewczyny, w końcu niedługo miała spotkać się ze swoją przyjaciółką, której nie widziała od kilku tygodni, bo obie był bardzo zajęte swoim życiem zawodowym.
Ness - najlepsza i chyba jedyna przyjaciółka Prady od serca, nie zwracająca uwagi na majątek jaki dziewczynie zostawili rodzice - była jedną z najmłodszych doktorantek na uczelni. Mając zaledwie dwadzieścia trzy lata obroniła tytuł magistra. Branien zawsze ją podziwiała, była niesamowita, elokwentna i tak inteligentna, że Pradę strzelało kiedy wybierała sobie do związków facetów iście destrukcyjnych... Ale cóż ona mogła na to poradzić? Przy ostatnim chłopaku Ness nauczyła się, że nie warto powtarzać jej wciąż tego samego, więc kiedy przyjaciółka pytała ją o zdanie w jakiejś kwestii Prada rozkładała ręce albo wzruszała ramionami mówiąc: Przecież znasz moje zdanie. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. I dalej słuchała dzielnie tego co przyjaciółka chciała jej powiedzieć.
Po obiedzie z ciotką i jej przyjaciółkami wpadła szybko do domu przebrać się w coś wygodniejszego i bardziej odpowiedniego, upięła długie włosy w niedbały koczek i była już gotowa do wyjścia. Szybkie spojrzenie na zegarek utwierdziło ją w przekonaniu, że jak zwykle się spóźni i Ness będzie na nią czekała, ale może studenci ją jakimś cudem zatrzymają. Oby... W przelocie złapała torebkę, klucze od mieszkania i wybiegła nawet nie głaszcząc Branien, która patrzyła na swoją panią przekrzywiając główką i zastanawiając się co jej się stało i dlaczego znów sobie poszła jakby jej w domu wcale nie było. Prada wybiegła na ulicę i pędem przez park byle jak najszybciej znaleźć się w okolicach zabytkowego pałacyku, w którym mieścił się wydział współczesnej literatury. Kiedy dobiegała już na miejsce Ness właśnie wychodziła z budynku nerwowo rozglądając się wokół siebie...
-Cześć, coś się stało? Szukasz kogoś? - wydyszała z siebie Prada.
-Jak zwykle ciebie. - sarknęła jej przyjaciółka -Nauczysz się kiedyś punktualności?
-Nie w tym życiu Nessa, nie w tym życiu. - sapała dalej.
-Idziemy?
-Nawet nie dasz człowiekowi chwili odpocząć? - popatrzyła błagalnie na przyjaciółkę.
-Nie. Nadal liczę, że to nauczy cię punktualności albo przychodzenia przed czasem.
-Jesteś okrutna. - nadąsała się.
-Wcale nie, po prostu mówię ci co myślę, a teraz idziemy. - pociągnęła Pradę za sobą -Idziemy przez park czy okrężną drogą?
-Przez park, tam jest ładniej. Możesz mi powiedzieć czemu nie mogłyśmy umówić się niedaleko mnie?
-Bo tak mamy więcej czasu na rozmowę... - Ness raptownie odwróciła głowę i zapatrzyła się w jakiś martwy punkt.
-A czy to nie ma nic wspólnego z tym twoim chłopakiem? Może nie masz ochoty spotkać go kiedy będziesz sama? - pytała podejrzliwie Prada.
-Widzisz, bo...
-Bo co? Myślałam, że dałaś sobie z nim spokój.
-No tak, ale on napisał i zaprosił mnie na kolację. Jeszcze nie dałam mu odpowiedzi. Na razie udaję, że nie dostałam jego maila jeszcze...
-No ale chyba nie masz zamiaru iść na tą kolację?
-Nie wiem sama. Wydaje się być jakiś inny..
-On zawsze wydaje się być inny, po każdej takiej akcji jaką ci urządza, ale to nie moja sprawa. Na twoim miejscu bym tam nie szła, ale zrobisz jak uważasz...
Prada zamilkła czekając na jakąś reakcję przyjaciółki, ale nic dalej się nie wydarzyło, aż do pewnego momentu... W pewnej chwili, gdy były już w połowie parku, dziewczyna poczuła jak przyjaciółka ściska ją mocno za ramię i syczy przez zęby:
-Widziałaś tego głupka? Jak on śmie pokazywać się na moim terenie z tą wywłoką!!!
-Auć! O czym ty mówisz i o ile wiem to park jest terenem miejskim, a nie twoją własnością...
-No spójrz tam - wskazała ręką kierunek -Widzisz jak ta wywłoka uwiesiła mu się na ramieniu, a mnie mydli oczy, że zrozumiał, że jest gejem i nie chce mnie dłużej okłamywać... Co za palant.
-Nie powiem tego... nie powiem tego... nie powiem tego - mamrotała pod nosem i zanim się spostrzegła przyjaciółka już trzymała w dłoni telefon i gdzieś dzwoniła. -Co ty robisz?
-Cześć. Odwróć się. - syknęła do słuchawki i się rozłączyła.
Na reakcję Pana Palanta nie trzeba było długo czekać. Zaczął się nerwowo rozglądać, a kiedy je zobaczył zapowietrzył się i wymsknęło mu się urocze: O kurwa! aż cały poczerwieniał ze złości. Prada na ten widok aż wybuchnęła śmiechem i pociągnęła przyjaciółkę w stronę alejki prowadzącej do ich ulubionej kawiarenki CH. Po chwili rozległ się dzwonek telefonu, Ness sięgnęła do torebki i po raz drugi tego dnia błyskawicznie odnalazła aparat.
-Cześć, chcesz czegoś?... Wiesz dobrze, że mam zajęcia niedaleko, więc nie wiem o co ci chodzi... Jaki mail?... Nie, nie miałam okazji sprawdzić jeszcze dziś poczty, więc nie wiem o czym mówisz. - uśmiech na jej twarzy zdradzał jedynie, że doskonale wie o czym jej rozmówca mówił. -Wesz co odpowiem ci kiedy przeczytam, a teraz nie gniewaj się, ale mam babski wieczór... Tak z tą moją przyjaciółką, na którą działasz jak czerwona płachta na rozjuszonego byka... - uśmiechnęła się do Prady i wystawiła język. Czasem wydawała się taka beztroska. Szybko się rozłączyła i dalej poszły zaśmiewając się do rozpuku z Pana Palanta.
Choć Prada doskonale wiedziała, że Nessa jest mimo wszystko rozdarta pomiędzy rozsądkiem a uczuciami. Chwilę później siedziały już wygodnie przy swoim stałym stoliku popijając ulubiony koktajl truskawkowy i skacząc z tematu na temat. Wciąż jednak gdzieś nie gdzieś Ness schodziła na Pana Palanta, a Prada dzielnie słuchała nie mówiąc nic. Przecież powiedziała już wszystko co było warto w tej kwestii powiedzieć. Czuła jednak gdzieś podskórnie, że Ness da się znów przekonać jego słowom i będzie co chwila wpadać z ekstazy w czarną rozpacz, ale ona nie mogła przecież nic na to poradzić, nie przeżyje przecież życia za przyjaciółkę. To niemożliwe. Ona dawno już by pogoniła takiego typa. Przypatrywała się dziewczynie w milczeniu. Lubiła ją, kochała jak siostrę i bolało kiedy widziała jak przyjaciółka męczy się w labiryncie uczuć. Ness była zbyt szczera i ufna. Wszystko wykładała od razu, nie żądała od faceta niczego, a w zamian dawała siebie całą. Wiecznie była na jego skinienie, gotowała dla niego, sprzątała i chciała przychylić mu nieba, ale czy o to chodziło w związku? Prada uważała, że Ness zasługuje na więcej niż on mógł jej dać i żałowała, że nikt jej nie nauczył poruszania się w labiryncie ludzkich relacji. Nie mówiła o tym by Ness rzucała się z jednej intrygi w drugą, by knuła i wiecznie wszystko sprawdzała, ale chociaż by nie dawała komuś całej siebie...
-O czym myślisz? - spytała Ness.
-Może pójdziemy do mnie obejrzeć jakiś film? Poznasz moją kotkę. - uśmiechnęła się.
-W sumie nie mam na jutro nic do przygotowania... A ty nie masz czasem do napisania artykułu? - zmrużyła oczy.
-Mogę go spokojnie napisać jutro. Branien jest na prawdę śliczną kotką.
-Dobrze już dobrze chodźmy. Po drodze kupimy pizze.
Jasne. U mnie pewnie jest tylko mleko i światło w lodówce. - uśmiechnęła się przepraszająco Prada.
-Jak zwykle...
-Mówiłam ci, że możesz u mnie zamieszkać. Mam duże mieszkanie, wolny pokój. Nie musiałabyś mieszkać z rodzicami.
-Tak i miałabyś mnie na oku cały czas, prawda?
-Nie to miałam na myśli...
-Wiem. Pomyślę o tym. - uspokoiła ją dziewczyna. -To co zamawiamy to co zwykle?
-Jasne.
Poczekały chwilę na zamówienie, a potem skoczyły do wypożyczalni po film. Prada próbowała odciągnąć przyjaciółkę od komedii romantycznych, ale jej się nie udało i Ness dorwała Zakochanych w Rzymie. Cóż, film całkiem niezły:) Od razu zaprzyjaźniła się też z kotką Prady, która uwielbiała być miziana i rozpieszczana, a Ness dała jej całe mnóstwo przytulania i zabawy. Jej ulubiony kłębek był teraz na całej podłodze. Kiedy się rozstawały przyjaciółka zdawała się być w lepszym nastroju, ale któż mógł to wiedzieć poza nią.
Prada usiadła do laptopa i zamiast zająć się pracą bieżącą napisała długi, wyczerpujący artykuł: O życiu z toksycznym facetem. Poradnik jak nie zwariować. Szybki prysznic i nim wybiła dwudziesta druga była już w łóżku unikając tym samym despotycznego nakazu swojej kotki:) Tak Branien dbała o to by jej pani kładła się spać o normalnych porach, a przynajmniej znajdowała się już w łóżku.
Po obiedzie z ciotką i jej przyjaciółkami wpadła szybko do domu przebrać się w coś wygodniejszego i bardziej odpowiedniego, upięła długie włosy w niedbały koczek i była już gotowa do wyjścia. Szybkie spojrzenie na zegarek utwierdziło ją w przekonaniu, że jak zwykle się spóźni i Ness będzie na nią czekała, ale może studenci ją jakimś cudem zatrzymają. Oby... W przelocie złapała torebkę, klucze od mieszkania i wybiegła nawet nie głaszcząc Branien, która patrzyła na swoją panią przekrzywiając główką i zastanawiając się co jej się stało i dlaczego znów sobie poszła jakby jej w domu wcale nie było. Prada wybiegła na ulicę i pędem przez park byle jak najszybciej znaleźć się w okolicach zabytkowego pałacyku, w którym mieścił się wydział współczesnej literatury. Kiedy dobiegała już na miejsce Ness właśnie wychodziła z budynku nerwowo rozglądając się wokół siebie...
-Cześć, coś się stało? Szukasz kogoś? - wydyszała z siebie Prada.
-Jak zwykle ciebie. - sarknęła jej przyjaciółka -Nauczysz się kiedyś punktualności?
-Nie w tym życiu Nessa, nie w tym życiu. - sapała dalej.
-Idziemy?
-Nawet nie dasz człowiekowi chwili odpocząć? - popatrzyła błagalnie na przyjaciółkę.
-Nie. Nadal liczę, że to nauczy cię punktualności albo przychodzenia przed czasem.
-Jesteś okrutna. - nadąsała się.
-Wcale nie, po prostu mówię ci co myślę, a teraz idziemy. - pociągnęła Pradę za sobą -Idziemy przez park czy okrężną drogą?
-Przez park, tam jest ładniej. Możesz mi powiedzieć czemu nie mogłyśmy umówić się niedaleko mnie?
-Bo tak mamy więcej czasu na rozmowę... - Ness raptownie odwróciła głowę i zapatrzyła się w jakiś martwy punkt.
-A czy to nie ma nic wspólnego z tym twoim chłopakiem? Może nie masz ochoty spotkać go kiedy będziesz sama? - pytała podejrzliwie Prada.
-Widzisz, bo...
-Bo co? Myślałam, że dałaś sobie z nim spokój.
-No tak, ale on napisał i zaprosił mnie na kolację. Jeszcze nie dałam mu odpowiedzi. Na razie udaję, że nie dostałam jego maila jeszcze...
-No ale chyba nie masz zamiaru iść na tą kolację?
-Nie wiem sama. Wydaje się być jakiś inny..
-On zawsze wydaje się być inny, po każdej takiej akcji jaką ci urządza, ale to nie moja sprawa. Na twoim miejscu bym tam nie szła, ale zrobisz jak uważasz...
Prada zamilkła czekając na jakąś reakcję przyjaciółki, ale nic dalej się nie wydarzyło, aż do pewnego momentu... W pewnej chwili, gdy były już w połowie parku, dziewczyna poczuła jak przyjaciółka ściska ją mocno za ramię i syczy przez zęby:
-Widziałaś tego głupka? Jak on śmie pokazywać się na moim terenie z tą wywłoką!!!
-Auć! O czym ty mówisz i o ile wiem to park jest terenem miejskim, a nie twoją własnością...
-No spójrz tam - wskazała ręką kierunek -Widzisz jak ta wywłoka uwiesiła mu się na ramieniu, a mnie mydli oczy, że zrozumiał, że jest gejem i nie chce mnie dłużej okłamywać... Co za palant.
-Nie powiem tego... nie powiem tego... nie powiem tego - mamrotała pod nosem i zanim się spostrzegła przyjaciółka już trzymała w dłoni telefon i gdzieś dzwoniła. -Co ty robisz?
-Cześć. Odwróć się. - syknęła do słuchawki i się rozłączyła.
Na reakcję Pana Palanta nie trzeba było długo czekać. Zaczął się nerwowo rozglądać, a kiedy je zobaczył zapowietrzył się i wymsknęło mu się urocze: O kurwa! aż cały poczerwieniał ze złości. Prada na ten widok aż wybuchnęła śmiechem i pociągnęła przyjaciółkę w stronę alejki prowadzącej do ich ulubionej kawiarenki CH. Po chwili rozległ się dzwonek telefonu, Ness sięgnęła do torebki i po raz drugi tego dnia błyskawicznie odnalazła aparat.
-Cześć, chcesz czegoś?... Wiesz dobrze, że mam zajęcia niedaleko, więc nie wiem o co ci chodzi... Jaki mail?... Nie, nie miałam okazji sprawdzić jeszcze dziś poczty, więc nie wiem o czym mówisz. - uśmiech na jej twarzy zdradzał jedynie, że doskonale wie o czym jej rozmówca mówił. -Wesz co odpowiem ci kiedy przeczytam, a teraz nie gniewaj się, ale mam babski wieczór... Tak z tą moją przyjaciółką, na którą działasz jak czerwona płachta na rozjuszonego byka... - uśmiechnęła się do Prady i wystawiła język. Czasem wydawała się taka beztroska. Szybko się rozłączyła i dalej poszły zaśmiewając się do rozpuku z Pana Palanta.
Choć Prada doskonale wiedziała, że Nessa jest mimo wszystko rozdarta pomiędzy rozsądkiem a uczuciami. Chwilę później siedziały już wygodnie przy swoim stałym stoliku popijając ulubiony koktajl truskawkowy i skacząc z tematu na temat. Wciąż jednak gdzieś nie gdzieś Ness schodziła na Pana Palanta, a Prada dzielnie słuchała nie mówiąc nic. Przecież powiedziała już wszystko co było warto w tej kwestii powiedzieć. Czuła jednak gdzieś podskórnie, że Ness da się znów przekonać jego słowom i będzie co chwila wpadać z ekstazy w czarną rozpacz, ale ona nie mogła przecież nic na to poradzić, nie przeżyje przecież życia za przyjaciółkę. To niemożliwe. Ona dawno już by pogoniła takiego typa. Przypatrywała się dziewczynie w milczeniu. Lubiła ją, kochała jak siostrę i bolało kiedy widziała jak przyjaciółka męczy się w labiryncie uczuć. Ness była zbyt szczera i ufna. Wszystko wykładała od razu, nie żądała od faceta niczego, a w zamian dawała siebie całą. Wiecznie była na jego skinienie, gotowała dla niego, sprzątała i chciała przychylić mu nieba, ale czy o to chodziło w związku? Prada uważała, że Ness zasługuje na więcej niż on mógł jej dać i żałowała, że nikt jej nie nauczył poruszania się w labiryncie ludzkich relacji. Nie mówiła o tym by Ness rzucała się z jednej intrygi w drugą, by knuła i wiecznie wszystko sprawdzała, ale chociaż by nie dawała komuś całej siebie...
-O czym myślisz? - spytała Ness.
-Może pójdziemy do mnie obejrzeć jakiś film? Poznasz moją kotkę. - uśmiechnęła się.
-W sumie nie mam na jutro nic do przygotowania... A ty nie masz czasem do napisania artykułu? - zmrużyła oczy.
-Mogę go spokojnie napisać jutro. Branien jest na prawdę śliczną kotką.
-Dobrze już dobrze chodźmy. Po drodze kupimy pizze.
Jasne. U mnie pewnie jest tylko mleko i światło w lodówce. - uśmiechnęła się przepraszająco Prada.
-Jak zwykle...
-Mówiłam ci, że możesz u mnie zamieszkać. Mam duże mieszkanie, wolny pokój. Nie musiałabyś mieszkać z rodzicami.
-Tak i miałabyś mnie na oku cały czas, prawda?
-Nie to miałam na myśli...
-Wiem. Pomyślę o tym. - uspokoiła ją dziewczyna. -To co zamawiamy to co zwykle?
-Jasne.
Poczekały chwilę na zamówienie, a potem skoczyły do wypożyczalni po film. Prada próbowała odciągnąć przyjaciółkę od komedii romantycznych, ale jej się nie udało i Ness dorwała Zakochanych w Rzymie. Cóż, film całkiem niezły:) Od razu zaprzyjaźniła się też z kotką Prady, która uwielbiała być miziana i rozpieszczana, a Ness dała jej całe mnóstwo przytulania i zabawy. Jej ulubiony kłębek był teraz na całej podłodze. Kiedy się rozstawały przyjaciółka zdawała się być w lepszym nastroju, ale któż mógł to wiedzieć poza nią.
Prada usiadła do laptopa i zamiast zająć się pracą bieżącą napisała długi, wyczerpujący artykuł: O życiu z toksycznym facetem. Poradnik jak nie zwariować. Szybki prysznic i nim wybiła dwudziesta druga była już w łóżku unikając tym samym despotycznego nakazu swojej kotki:) Tak Branien dbała o to by jej pani kładła się spać o normalnych porach, a przynajmniej znajdowała się już w łóżku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz