Pewnego pochmurnego, deszczowego, wilgotnego kwietniowego dnia Pradę obudził nieprzyjemny dźwięk budzika. Wyłączyła go i nakryła głowę poduszką chcąc jeszcze pospać, coś we wnętrzu mówiło jej, że to nie będzie dobry dzień. Budzik zadzwonił ponownie... Tym razem nie dało się go zignorować, trzeba było wstać, Pogoda za oknem nie nastrajała zbyt optymistycznie, w mieszkaniu było zimno i pusto. Codzienne czynności nie sprawiały tyle przyjemności co zazwyczaj. Prada założyła na siebie wyciągnięte dresowe spodnie i śliczny wygodny waniliowy top. Zaparzyła herbatę i usiadła do swojego laptopa i próbowała napisać artykuł, który już dawno obiecała naczelnemu, ale praca jakoś niespecjalnie jej szła. Popołudniu odwiedziła ją ciotka, jak zwykle miała do niej tysiące spraw, by Prada jej w czymś doradziła, by coś tam zrobiła, by zawiozła dokumenty do księgowej, notariusza i przy okazji zawiozła owoce wujkowi do szpitala, bo ona tak bardzo nie znosi tego szpitalnego zapachu, że nie odwiedziła męża już od dwóch tygodni. Prada doskonale wiedziała, że ciotka oczekuje od niej natychmiastowego spełnienia oczekiwań, w końcu to ona wychowywała ją po śmierci rodziców. Wyjrzała przez okno, ubrała się ciepło i ruszyła na miasto. Po drodze jakiś znerwicowany taksówkarz wjechał rozpędzonym autem w dziurę oblewając przy tym dziewczynę, kierowca autobusu zamknął jej drzwi przed nosem twierdząc, że nie ma już miejsca i jest już spóźniony, pielęgniarka nakrzyczała na nią z powodu cieknących z płaszcza kropel wody a wujek wcale nie ucieszył się na jej widok myśląc, że ciotka przysłała ją na przeszpiegi czy ten jeszcze długo pociągnie. Doskonale wiedział, że jest z nim tylko dla pieniędzy. Po krótkiej wizycie u wuja Prada udała się do notariusza, który jak zwykle nie miał czasu i był już spóźniony w milion innych miejsc, jedynie księgowa powitała ją ciepłym uśmiechem i zaproponowała jej ciepłą herbatę. Zmęczona całym dniem Prada wróciła do domu. Miała nadzieję na ciepłą kąpiel, może lampkę wina, książkę w wannie albo chociaż kolację ze swoim chłopakiem. Niestety na automatycznej sekretarce czekały na nią dwie wiadomości, jedna od naczelnego, po raz piąty w tym tygodniu pytał kiedy dostanie gotowy tekst, a druga od chłopaka: Wyjeżdżam na staż za granicę. Myślę, że potrwa ok 2 lat. Życzę Ci powodzenia i dbaj o siebie.... Zrezygnowana usiadła w dużym fotelu i mimowolnie popłynęły jej łzy. Między nimi od dwóch tygodni nie działo się już najlepiej, ale nie sądziła, że spotka ją coś takiego. Gdyby chociaż wydarzyło się tego dnia coś dobrego, ale nie... Kiedy kolejna łza spłynęła jej po policzku za drzwiami usłyszała szuranie. Zaniepokojona podeszła powoli do drzwi, ale za nimi już nikogo nie było. Już chciała odejść kiedy usłyszała cichutkie pomiaukiwanie. Za drzwiami, na wycieraczce był niewielki szary kartonik, żadnej kartki, nic... tylko to ciche miauczenie... Prada zabrała pudełko do środka, ostrożnie je otworzyła i znalazła w środku małe kociątko z czerwoną kokardką przy szyi i karteczką: Jutro będzie lepiej. To dziewczynka. Prada przytuliła kociątko i delikatnie je pogłaskała. Branien, nazwę cię Branien. Uśmiechnęła się do niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz