wtorek, 23 czerwca 2015

Czasami sobie myślę...

Czasami siedzę i myślę o ludziach, których spotykam na swojej drodze. Jedni to prawdziwe diamenty, szlachetne kamienie, minerały, czasem nieoszlifowane, ale jednak bezcenne dla mnie ze względu na wszystko dobre, co od nich dostałam. Nie mówię, że zawsze jest idealnie. Zdarzają się też i słabsze chwile, czasem się wzajemnie denerwujemy, czasem musimy od siebie odpocząć, ale są i mam wrażenie, że znam ich od lat. Ale wśród wszystkich ludzi jakich spotykam na swojej drodze pojawiają się też podróbki, ludzie, którzy kreują się na prawdziwe diamenty, a w rzeczywistości są zakompleksionymi personami z przerośniętym ego. I wtedy zastanawiam się jak mogłam kogoś takiego kochać? Bo miłość zakłada nam na oczy różowe okulary i czasami zapomina wcześniej przetrzeć szkiełek byśmy lepiej widzieli kogoś z kim jesteśmy.

Nie chcę absolutnie nikogo demonizować, bo przecież nie każdy trafia na tak cudowne egzemplarze jak ja, ale czasem warto jest się przyjrzeć komuś z kim tworzymy związek. Żebyśmy później nie mieli sami do siebie pretensji, że nie zauważaliśmy totalnej ignorancji naszych potrzeb, pragnień, nas samych ze strony partnera. Kiedy rozmawia z nami o swoich poprzednich związkach nie kończmy rozmowy słowami: "Kochanie, na prawdę nie muszę tego wiedzieć; Nie chcę o tym rozmawiać; To była przeszłość". Wysłuchajmy go, bo możemy dowiedzieć się jaką osobą jest człowiek, z którym każdego dnia kładziemy się do łóżka. Oszczędzajmy sami sobie rozczarowań, bo może się okazać, że nasz partner ma przerośnięte ego, które sięga już dalej poza granice kraju, bo ktoś bezpodstawnie utwierdził go w przekonaniu, że jest bogiem i we wszystkim jest najlepszy. Taki człowiek nie widzi swoich własnych wad, a właściwie twierdzi, że ich nie ma, bo przecież bogowie są nieomylni... gotuje lepiej niż sam Gordon Ramsay czy Wojciech Modest Amaro i jest zaskoczony kiedy jedzenie kogoś innego stawiasz ponad jego potrawy. Oczywiście w domu ty nic nie robisz, bo przecież tylko on troszczy się o czystość mieszkania, a zwłaszcza w kuchni, gdzie na blacie przemieszczają się wciąż z miejsca na miejsce co najmniej tygodniowe okruchy z pieczywa. Zwróć uwagę czy przypadkiem nie obce są mu takie słowa jak: przepraszam, poproszę, dziękuję. Jeśli prawie nigdy ich nie używa, to przestań się łudzić, że to się kiedykolwiek zmieni. Za którymś razem zamiast przepraszam możesz usłyszeć jak do krowy "Nastąp się", a potem z bezczelnym uśmiechem zapyta się czy nie potrzebujesz wagi... Zastanów się wtedy czy jest w tym człowieku jeszcze coś co poza wygodą Cie przy nim trzyma... Bo może się okazać, że to o wiele za mało.

I tak siedzę sobie czasami i myślę i zastanawiam się dlaczego w życiu nie możemy zawsze trafiać na szlachetne kamienie, dlaczego znacznie częściej przytrafiają nam się śliwki robaczywki?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz